Konserwa doznań

ksiazkiJak tworzy się mur z obelg, przed czymś co powinno podlegać dyskusji?

Mam taką cechę, że staram się zrozumieć tych, z którymi się nie zgadzam. Tak właśnie jest z konserwatystami. Znów, oczywiste jest — konserwatyzmów wiele, jednak łączy je opór względem idei/inicjatyw związanych z ekologią, czyli aktywnym szacunkiem dla natury.

Zgodnie z moją predylekcją do upartego wyszukiwania motywacji dla wszelkich zachowań, zarówno moich jak innych, wciąż poszukuję odpowiedzi na pytanie: dlaczego konserwatysta jest właśnie co najmniej oporny? Skąd ten mur, który powstaje w dyskursie i zachowaniu konserwatysty, gdy tylko rzucić zieloną myśl? Dlaczego zajadłość w niszczeniu ’lewackich podrostków, niedouczonych eurokołchoźników’. Skąd u konserwatysty, nawet tego, który obelg nie używa taki paternalizm i lekceważenie? Pytań związanych z tą kwestią generuję wiele. No i poniżej sam sobie odpowiadam.

Tknęło mnie przed chwilą, kiedy smakowałem udane ciastka czekoladowe z Marksa i Spencera, w drodze pociągiem z Warszawy do Szczecina. Czysty pociąg „ekspres” (cokolwiek to oznacza), wspaniałe ciastka, perspektywa spokojnego wieczoru w dobrze ogrzanym mieszkaniu, świeżo nabyte książki, leżący na siedzeniu obok Nikon, wymarzony od dawna, od blisko dwóch miesięcy przynoszący ocean satysfakcji. Czy nie mam tego co potrzeba by być zaspokojonym i szczęśliwym? Nie pragnę nawet mieszkania własnościowego, ani tym bardziej samochodu z salonu. Dobry jest, który jest, zwykle i tak stoi na parkingu. Dobrze by było gdyby takie status quo utrzymało się na zawsze. Jestem najedzony zdrowy i szczęśliwy.

I niech tak będzie! Niech nikt nie zburzy mi mojej skromnej arkadii. Mimo pragnienia by szczęście trwało, nie mam poczucia, że tak musi być zawsze, jestem gotów na ustępstwa, cierpienie i brak tego, czego chcę. Taki mój rys. Jednak nie wszyscy są gotowi na ustępstwa. Nie wszyscy mogą pójść na całość i rzucić przyjemności. Taka już konstytucja psycho-fizyczna wielu ludzi. Jest dobrze, niech tak pozostanie, prosimy Cię Panie. I ja nie mam wcale nic do tej postawy. Uważam ją za najnaturalniejszą wśród postaw. Przed chwilą gryząc już chyba 7. ciastko (wiem, przytyję), siedząc i czytając w idealnej temperaturze pociągu, mam poczucie zaspokojenia, wystarczającego by czuć delikatne narkotyczne upojenie tą dobrą passą, szczęściem, które się we mnie rozchodzi i rozgrzewa mnie jak trzeba. Potrafię się wczuć w konserwatystę bo nie chciałbym tracić tej passy, tego ciepła. Jednak jestem gotów do utraty, mimo niechęci.

Konserwatysta to ktoś, kto nie chce tracić bezpieczeństwa i pewności szczęścia. Nie chce słuchać gdy przyjdzie do niego ekolog i będzie mówił, że jest źle. Jak to źle, jest dobrze, jest mi dobrze, niech tak pozostanie, nie ma(m) problemów. Jeśli wycinamy tyle a tyle lasów — tak musi być bo moje szczęście składa się także z wycinania tych lasów. Jeśli budujemy drogi niszcząc siedliska ptaków — cóż, cywilizacja musi się rozwijać. Nie chcę wrócić do jaskini. Chcę dojechać do rodziny piękną, szeroką, bezpieczną drogą. Jeśli emitujemy tyle a tyle CO2 oraz zanieczyszczeń, rozwój technologii zatrzyma emisje, naturalnie, gdy przyjdzie na to czas. Teraz jadę pociągiem (widzisz ekologu?!), jem ciastka i czytam moją nową książkę ze sklepu. Jest mi dobrze i ciepło. Wracam do domu. Jutro idę do pracy, którą lubię. Na parkingu stoi samochód, mogę więc gdy zechcę gdzieś pojechać. Do przyjaciół lub do rodziny. Porozmawiamy, zjemy ciasto i wypijemy rozgrzewającą herbatę z imbirem.

Szczęście i jego poczucie

Każdy z nas ma od czasu do czasu poczucie szczęścia, którego nie chce tracić. Każdy z nas jest niezadowolony, gdy ktoś chce nam je zabrać. Konserwacja doznań i unikanie problemów to istota konserwatyzmu, o którym mówię. Zmiana może doprowadzić do zaburzenia osobistego szczęścia. Nie wierzę, że jest wielu konserwatystów, którzy wykraczają daleko poza ego i nie boją się zmiany, która zagraża sytuacji zastanej.

Sugerowany tu egoizm nie jest obelgą. Jest funkcją ludzkiej psychiki i organizmu, którą rozumiem, bo ja też chciałbym by tak (jak teraz) pozostało. Chcę jeść ciastka, czytać książki i jeździć czystymi pociągami.

Z moich luźnych rozmyślań rysuje się obraz osoby o postawie konserwatywnej, która jest oporna trudnym ideom, które zwykle przyświecają działalności ekologów. Idee te są trudne przede wszystkim dlatego, że konsekwencją ich zastosowania będzie częściej zabranie nam niż danie czegoś. Ograniczenie się w szczęściu dla abstrakcyjnych żab, powietrza czy bezosobowego oceanu? Czy taka perspektywa nie prowadzi do zbędnego samoumęczenia? Czy muszę ratować świat poświęcając siebie?

Te pytania mógłby zadać sobie konserwatysta. Jednak mam wątpliwości, czy powstają one w jego świadomości. Wydaje mi się, że same pytania mogą prowadzić do niepokoju utraty szczęścia, więc są wypierane.

Konkludując: postawa konserwatywna, którą mam na myśli, to tylko techniczne określenie na takie zachowanie, które — jak sama nazwa wskazuje — dąży do konserwacji zastanego porządku. Postawa ta motywuje jej nosiciela i wykonawcę, do tego by odpierał „lewackie” idee zmian, które przyniosą cierpienie i brak stabilności. A przede wszystkim zniszczą świat, mój świat, moje krótkie życie, moje ulotne chwile szczęścia. Nie chcę by ktokolwiek czy jakakolwiek idea odbierały mi to co zdobyłem, to co mam, to co mnie ogrzewa, uspokaja.

Posted in Uncategorized and tagged , , .