O klubie studenckim AMPLITRON

Fot. www.elka.pw.edu.pl

Początki klubu AMPLITRON giną nieustannie w pomroce dziejów i są starannie osnute mgłą tajemnicy.
A konkretnie nie pamiętamy, jak to się zaczęło, bo nas przy tym nie było.

Tak, czy owak, pod koniec Protezoiku klub już był, miał nazwę i zajmował pomieszczenie magazynu bibliotecznego na parterze (tam, gdzie dzisiaj).
Amplitron składał się wówczas głównie z entuzjazmu garstki zapaleńców, z ich pomysłów, humoru, pracy, pracy i (co ważne) pracy. Kilka krzeseł i stolików, trzy starożytne reflektory, dwa wariaki, trochę lampowej aparatury akustycznej, zdobytej, wyżebranej lub prywatnej i pracowicie, ręcznie strugane ”bass-reflexy” ogromnych rozmiarów.
Była też pancerszafa na dokumenty, pieczątki, wpływy z biletów wstępu oraz to, co najcenniejsze, czyli działające mikrofony dynamiczne. Filujące jarzeniówki, betonowe ściany, zbrojone szkło w żelaznych ramach…

Schyłek Protezoiku historycy nazwali okresem wczesnego baraku. Rozwój wielkich dyskotek i mnóstwo innych przyczyn spowodowało, że sprawy klubu szły gorzej. Przyjęto więc grupę nowych zapaleńców i tak zaczęła się druga epoka w historii klubu.

Druga epoka w historii Klubu

to Paranoik, czyli okres późnego Baraku i początek Restauracji. W tym czasie zdarzyło się w klubie tak wiele ważnego i dobrego, że epoka wyznaczyła tradycje, standardy i symbole na wiele lat.

Paranoik to ‚nasza’ epoka, ale nie wszystko w tej epoce było naszą zasługą. Po prostu zdarzyło się tak, że akurat wtedy Amplitron potrzebował nas, my zaś pilnie potrzebowaliśmy jakiegoś działającego Amplitronu.

Okres Późnego Baraku

Za ścianą klubu (gdzie dzisiaj bufet) była Rada Wydziałowa ZSP. To była ździebko inna organizacja, niż teraz, bo i czasy były inne. Była niechcianą przeciwwagą ZMSu, przeszkadzała władzom i Partii, ale była im potrzebna, aby pewniej trzymać żaków za mordę.  N.B. z tym trzymaniem to było raczej śmiesznie, więc na zakończenie władze i Partia przerobili nam Zrzeszenie na Socjalistyczny Związek. RW ZSP miała Komisję Propagandy i Informacji, w skrócie KPI. Tam w pocie czoła KPI-liśmy, aż się nam to znudziło.

Spróbowaliśmy swych sił, organizując w Klubie nietypowe imprezy z cyklu „Koktajlparty w Ambasadzie”. Pomysł Wojtka Gabary, wykonanie nasze. Była dyskoteka, ale przede wszystkim była zabawa z udziałem gości. Udział gości „chwycił”. Ówczesne dyskoteki nie miały czegoś takiego. Trochę kabaretu, trochę zawodów, trochę tańca – to naprawdę działało.

Tak zwani działacze ZSP musieli wówczas być ludźmi nieprzeciętnie utalentowanymi, aby co dzień lawirować między prawdą i Partią. Bardzo dobrze sprawdzali się „po godzinach” pracując w Klubie. Przy okazji poprawne dotąd stosunki RW-Klub nagle ociepliły się. Wreszcie symbolicznie zerwaliśmy skoble na drzwiach między pokojami. Niestety, ani skoble, ani drzwi, ani nawet ściana, nie zachowały się.

Czasy Wielkiego Przełomu

Dziewczyny, jak zawsze, stanowiły problem. Było ich za mało. Klub użył wszelkich kanałów, aby przyciągnąć panie na imprezy, zaś RW ZSP nawiązała owocną i miłą współpracę z Uniwerkiem
( z początku było ciężko ). W efekcie pedagożki, psychologinie i inne piękności uzupełniły szczupłe szeregi elektroniczek.

Nowe twarze i talenty były celem naszych nieustannych polowań. Bardzo szybko klub pozyskał kadrę, wystarczającą na trzy – cztery zespoły programowe, nie licząc obsady kabaretu, teatru i zaplecza. Klub miał już swój komiks, ruchomą scenę, wieczory śpiewane. Zdjęliśmy jarzeniówki. Kolorem klubu i ścian był pomarańczowy. Wspomagaliśmy otrzęsiny, szachy, Klub Motocykli Ciężkich, wzięliśmy się za turnieje międzywydziałowe, radiowęzły……..
Sporo pokrywaliśmy z własnej, bardzo cienkiej kieszeni.

Michał nie zdziwił się więc, gdy zawlekliśmy go do Zielonej Gęsi. Widząc, jak jest i słysząc, jak będzie, zgodził się na duże zmiany. Jego spontaniczną abdykację odrzuciliśmy ogólnym wrzaskiem.
Najlepsi z nas stali się Radą Klubu z prawem do kłótni z Michałem. Największy wariat został kierownikiem programowym klubu. Dla równowagi Pełnomocnikiem do Spraw Ziemnych i Elewacyjnych, prawą i lewą ręką Michała, został człowiek niezwykle utalentowany, rzeczowy, sumienny, uczciwy, pracowity i przystojny, czyli ja.

Przed Restauracją

Powołanie Pełnomocnika Klubu do Spraw Ziemnych i Elewacyjnych nie było gestem Michała. Klub potrzebował ciężkiej pracy zaplecza, na którą miał podówczas grosze. Nie było sponsorów ani fundacji. Ale zjawił się Mariusz Graczyk, wirtuoz piły i młotka, oraz Mieszko Janusz Ciepliński, uparty załatwiacz.

Usar i przyjaciele „skombinowali” złomowane rury i pręty zbrojeniowe. Dziewczyny dostały z teatru stare, ciężkie kotary. Konrad przyniósł zagraniczną wiertarkę udarową. Pełnomocnik przyniósł cement i gips. W wyniku tej skoordynowanej akcji oraz całego dnia ciężkiej pracy ukochany klub zyskał szczególny nastrój i przyzwoitą akustykę. Wybudowaliśmy też z odpadów zaiste profesjonalne stanowisko pod nowoczesny sprzęt dyskotekowy od życzliwego dobrodzieja. Question: Dlaczego dyskoteka była imienia Makomaskiego ?

Ale przede wszystkim Amplitron naprawdę tętnił życiem, a co tydzień wystawialiśmy kolejne, nowe koktajlparty.

Michał stwierdził wówczas, że jego praca i bogate życie osobiste powodują zaniedbywanie klubu. Podał się więc do dymisji. Po otarciu łez nowym kierownikiem wybraliśmy Mieszka.

Restauracja Amplitronu

Mimo naszych wysiłków widać było, że pomieszczenie klubu to tylko betonowy bunkier, nadgryziony zębem czasu. Od chwili powstania Amplitronu klubowicze robili, co mogli, aby władze uczelni dały przyzwolenie i pieniądze na remont. W epoce Paranoiku klub był dobrze widoczny i słyszalny na Wydziale, na imprezach studenckich, na różnych posiedzeniach.
Wyrosła skomplikowana siatka powiązań koleżeńskich i przyjaźni, ponieważ klubowicze udzielali się także w ZSP, w różnych radach, w ”Maluchu”, w innych klubach. Niektórzy dziekani lubili nas, wielu ZMSowców też, nawet POP miał niewiele zastrzeżeń. A nacisk z naszej strony systematycznie rósł.

I UDAŁO SIĘ ! Dziekan wystąpił, a Rektor zatwierdził. Mimo odwiecznej przyjaźni Elektroniki i Architektury architekt Kucza-Kuczyński wykonał naprawdę dobrą robotę. Co więcej, pozwalał nam mówić i uwzględnił wiele naszych uwag. Na wieść o rozpoczęciu prac rozebraliśmy ścianę gołymi rękami. Była straszna awantura. A potem poszło już normalnie.

Po kilku miesiącach, które upłynęły pracowicie na wtrącaniu się we wszystko, co było robione, powstał zupełnie nowy Amplitron. Z bufetem, zapleczem, biurem i reżyserką światła i dźwięku.
Rada Wydziałowa ZSP otrzymała nowy lokal ode frontu. My dostaliśmy kopa do przodu i beczkę adrenaliny.

Posted in Uncategorized.